Uwaga! Niniejsza strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Informacje zapisane za pomocą cookies i podobnych technologii wykorzystywane są m.in. w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszej strony do indywidualnych potrzeb użytkowników. W programie służącym do przeglądania stron internetowych można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z niniejszej strony internetowej bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Czytaj więcej na temat plików cookies | Akceptuję, zamknij
:: Strona główna > Imprezy

Relacje ze wspólnych imprez

13.05.2006 Spływ Wieprzem
Trzy tygodnie po pierwszym zwiadowczym spływie weteranów turystyki kajakowej z Klubu "Ciernik" w gronie, którego popłynąłem sprawdzić warunki na rzece Wieprz po wiosennych roztopach, udało się nam zorganizować grupę i popłynąć w tym roku na pierwszy nasz klubowy spływ.

Po zajęciach na pływali i przepakowaniu kajaków na przyczepie siedemnastoosobowa grupa spragnionych przygody wyruszyła do Ciechanek Krzesimowskich koło Łęcznej. W śród płynących była trójka rodziców Ani i Jakuba z klasy trzeciej, Ignasia z klasy czwartej. Pierwszy raz na spływ wyruszali Mateusz i Michał również z klasy czwartej oraz Agata i Ania. Podstawowy trzon zespołu tworzyli doświadczeni i najstarsi stażem członkowie naszego klubu: Michał, Kuba, Krzysztof, Tomek, Robert, Joasia no i ja J.

Na miejsce rozpoczęcia spływu dojechaliśmy wynajętym trzynastoosobowym busem oraz samochodem osobowym taty Ani i Agaty. Pogoda przez cały dzień była przepiękna. Słońce, błękit nieba i soczysta zieleń już rozbudzonej po zimie przyrody towarzyszyły nam do samego wieczora.

Nie obyło się bez niespodzianek. Na trasie napotkaliśmy przeszkodę i w żaden sposób nie można jej było usunąć. Z przekazów miejscowego starszego pana łowiącego ryby, zator specjalnie zrobili miejscowi "miłośnicy przyrody" (oczywiście w negatywnym znaczeniu) ścinając drzewo i powalając je na częściowo istniejący zator spowodowany przez wiosenne roztopy. Czekała nas przenoska. Podczas niej swoimi umiejętnościami w sposobie asekuracji przy wsiadaniu młodszego kolegi popisał się Kubuś. Mateusz zaliczył kąpiel, topiąc przy okazji swojego klapka (jakoś dziwnie nie umiał pływać). Wszyscy ze współczuciem podśmiewywali się zarówno z jednego jak i drugiego. Mateusz niezrażony, wprawdzie w mokrych gatkach i bez koszulki popłynął dalej.

Miejsce zakończenia spływu znane było tylko mnie. Dlatego poinformowałem, że na widok mostu w Kijankach zatrzymujemy się. Michał prowadzący spływ zatrzymał grupę, ale na widok mojej osady (płynąłem z Emilką) popłynął dalej, sądząc, że jak zwykle kończyć spływ będziemy na polanie przy Zespole Szkół Rolniczych. Za nim popłynął Krzysztof z Kubą i Agata. W ogólnym zamieszaniu szukania dogodnego wyjścia nie zauważyłem, że te trzy osady popłynęły dalej. Oczywiście musieli zawrócić i płynąć pod prąd, co najbardziej dało się we znaki Agacie. Agata płynęła na jedynce i zaliczała swój pierwszy spływ.

Cała zaś grupa brodząc po kostki w mule, szlamie naniesionym przez wodę wysiadała na brzegu posesji p. Czesława i p. Jadwigi, na której do wieczora grilowaliśmy w pięknej scenerii kwitnących jabłoni.

Opiekun klubu - Tadeusz Litwin